11.03.2014

Sposób na najlepszy Dzień Kobiet ever!

Trochę mnie nie było, co?
Po pierwsze formuła "blog z ciuchami" mnie zmęczyła. Perspektywa ganiania wciąż za nowymi szmatkami najzwyczajniej mnie przerosła. Nie, że nie lubię i neguję, ale blog modowy rządzi się swoimi prawami, które nijak mają się do tego, co w moim życiu naistotniejsze. Bardziej chce mi sie pisać i w tym akurat brak aktualnej kolekcji H&M nie przeszkadza. Mam nadzieję przynajmniej ;)

Poza tym - zawodowo jestem w cudownym okresie: praca, praca, praca! Stąd tak niewiele mnie tutaj, choć czasem uda mi sie zajrzeć na moje ulubione blogi...mam nadzieję, że i Wy czasem zajrzycie do mnie. Rzadko będzie mnie widać, częściej można mnie będzie poczytać. Co Wy na to?

Dziś mam więc dla Was opublikowany już  tutaj sposób na Najlepszy Dzień Kobiet ever.

1. Z pełną premedytacją unikaj wpisania się na zorganizowaną imprezę zamkniętą na 15 -150 niewiast, na której główną atrakcją jest siedemnastokrotne odśpiewanie hymnu "facet to świnia", by za chwilkę na widok umięśnionego Kena w samych stringach tarzać się po jego torsie, jednocześnie brukając piękna garsonkę oliwką dla dzieci. Z Kena startą.


2. Absolutnie nie idź do fryzjera - w końcu to TYLKO Dzień Kobiet, ostatecznie szampon, suszarkę i prąd w domu masz.


3. Siedź sobie spokojnie przed TV i ciesz się jak dziecko na perspektywę miłego wieczoru z Cześkiem, który Śpiewa i Kuby W. To chyba też faceci, no to miło może być. Znów możesz sobie poobiecywać, że następny X factor jest Twój!


4. Idąc do kuchni zauważ, że w Twoim przedpokoju od kilku minut stoi sąsiadka, która z trudem przebija się przez Twoje próby castingowe do następnej edycji. Przerwij śpiew - gość w dom, Bóg w dom.


5. Lekko odmawiaj, ale ostatecznie daj się namówić na lampkę wina ("nie, nie, no nie jestem wyszykowana...ale oj tam") - wszystkie bowiem dziewczyny za ścianą są starsze od Ciebie, już nigdy może Ci się aż tak nie poszczęścić 

6. Trzy lampki wina dalej, nie bacząc na fakt, że jesteś czterdziestotrzyletnią gówniarą, przejmij przewodnictwo nad jakże lekką i pasującą do uroczystości pogadanką "kwestia wiary w religii chrześcijańskiej versus teoria ewolucji Darwina". Damn. Ciesz się z tego, że wreszcie nie o ciuchach, cyckach i facetach mowa. Jezus i Karol D. to jednak nie to samo.


7. Odbierz telefon od kolejnej sąsiadki, że co tam wino! Łiskacz to jest to, a zamiast Jezusa i Karola można omówić tematy bardziej na czasie.


8. Serdecznie pożegnaj intelektualistki, zostawiając po sobie pewien niedosyt i udaj się dwa pietra niżej w ciapciach bamboszach oraz udaj zdziwienie, że nie samą Pepsi człowiek żyje, a jak jest łiskacz, to nagle jasne stają się Twoje rozterki, np. co do GENDER ("moja ciotka ma siusiaka"  ) I nie tylko.


9. Jeden łiskaczowy drink później zaproponuj zabawę "podkładamy dubbing pod teledyski bez fonii", if you know what I mean. Po kilku minutach rapowania zorientuj się, że reszta turla się ze śmiechu, więc zaprzestań, bo w końcu to nie jesteś u siebie. Nie niszcz imprezy.


10. Dwa łiskaczowe drinki dalej zauważ, że gospodarz siedzi w okularach do pływania, gospodyni rapuje (nie zauważyła, że poprzednia zabawa się skończyła), a ich przyjaciel zupełnie nie reaguje na wołanie go po imieniu. Poczuj konsternację, udając, że to nie Ty wołałaś, gdy po 5 minutach orientujesz się, że używasz imienia, którego przywoływany nie posiada, choć znacie się nie od dziś. No co?


11. O 23.30 odbierz telefon od koleżanki z pracy, że "oesuu, strasznie tam było, 150 bab, siedemnaście razy "facet to świnia", Ken wysmarowany oliwą (!!!), jadę po Ciebie, obiecałaśśśśś!!". No fakt, eh. Północ nie jest żadną przeszkodą.


12. Trzy łiskaczowe drinki dalej przypomnij sobie porady babuni "jak odświeżyć włosy w 5 minut" rzetelnie obsypując włosy mąką ziemniaczaną przy stole. Okrzyki gospodarza, który nie widział momentu obsypywania "tynk się z sufitu posypał!" traktuj z lekkim przymróżeniem oka - cóż facet może wiedzieć o tak zawiłych sztuczkach urodowych!


13. Biegnąc po schodach nie zapomnij trzymać za rękę całą ekipę, która Cię wspiera, jednocześnie tłumacząc im, że kiecka nie dla Ciebie a jeansy, w których od rana bawię na kolejnej imprezie i które noszą ślady zasypki mącznej są najbardziej stosownym strojem na taką okazję.


14. Wchodząc z koleżanką do klubu życzliwie witaj się z tabunem wystrojonych w kiecki i piuropusze kobiet, które zwiały z zorganizowanych imprez, a ich stylówki świadczą tylko o tym, że Monte Carlo jest tylko dwie ulice dalej, że Dnia Kobiet nie spędza się w jeansach, a Moulin Rouge szuka w Polsce nowych gwiazd do swej paryskiej rewii. Postanów więcej nie pić - możesz doznać bowiem wrażenia, że dyrektor rewii zatrudnił również Ciebie.
15. Delikatnie opędzaj się od dziewczyn, które chcą z Tobą tańczyć udając faceta. No bez jaj.


16. W sposób zdecydowany opędzaj się od facetów, którzy nie tańczą jak Travolta, nie wyglądają jak Brad Pitt i nie pachną jak granatowy Hugo Boss;


17. Spotkaj swojego byłego i z najpiękniejszym uśmiechem, na jaki Cię stać, grzecznie podziękuj za zaproszenie do tańca. Za ośmiokrotne tym bardziej podziękuj. Nie tańcz. Nawet jeśli to Brad Pitt. 


18. Uciesz się na widok cudownych znajomych oraz pląsających po parkiecie, świecących rajstopami z lajkry stóp, które porzuciły kupowane na te okazję szpilki. W duchu wydziel sobie szacun za przebiegłość w doborze obuwia i komfort bycia do końca kompletnie ubraną.


19. W czasie, kiedy większość stóp w naderwanych rajstopach wlecze się po parkiecie, zaprotestuj lekko przeciwko interwencji Rosji na Ukrainie i planowanemu zakończeniu imprezy. Zgódź się na to (na to drugie) tylko pod warunkiem, że ktoś Ci udowodni, że jest pół do piątej. Nad ranem.


20. Złap koleżankę za rękę, pofruń tanecznym krokiem do taksówki, zostawiając rozentuzjazmowany tłum przed lokalem i udaj się wprost do swojego łoża z wielkim bananem na twarzy. 


A Wy macie jakieś ciekawe sposoby na Dziń Kobiet? :)

_________________________________________________ Aga